Ja i malaga tikitaki i kasztanki
W dobie dzisiejszych ograniczeń i niebezpieczeństw mam wrażenie, że żyję bezstresowo oraz szczęśliwie. Jeśli mam ochotę na wawel malaga, to po prostu je kupuję. Jeśli chcę wawel kasztanki idę do sklepu i je przynoszę. I w zależności od tego jaki mam apetyt w danej chwili, spożywam. Nie kieruję się żadnymi uwagami, że przytyję czy pogorszy mi się cera, bo skonsumuję o jedną czekoladkę malaga tikitaki i kasztanki za dużo. Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś umarł od zjedzenia łakoci. Ale często spotykam się z sytuacjami, że ludzie odmawiają sobie różnych rzeczy dla niby wyższych celów i są przez to nieszczęśliwi, ponieważ muszą się ciągle kontrolować i zmuszać do czegoś innego. Ja myślę inaczej. Jeśli mój organizm ma chrapkę na cukier, to mu go zapewnię, bo widocznie tego potrzebuję. Uwielbiam czekoladki wawel malaga, malaga tikitaki i kasztanki, wawel kasztanki, michałki, raczki, trufle i marcepanki. Mam je często pod ręką, bo są genialne jako dodatek do porannej kawusi lub do przegryzienia na imprezach. Współczuję osobom, które wszystko przeliczają na kalorie i w ten sposób tracą witalność i przyjemność z delektowania się pysznościami. Ja wchodząc do sklepu i widząc te uśmiechnięte, kolorowe paczuszki wawel malaga, wawel kasztanki czy malaga tikitaki i kasztanki wiem, że jeśli je wezmę, niż mi nie grozi. Wręcz przeciwnie dokonam zakupu, który da mi to, czego szukam.
Opienie ludności










